Inspiracje i dodatkiRemontWnętrza

Metamorfoza kuchni – czyli salon PRZED/PO remoncie

O zdjęcia naszej kuchni po remoncie prosiliście mnie najczęściej. Wcale się Wam nie dziwię, też uwielbiam oglądać efekty metamorfozy u innych i piać z zachwytu. Teraz pieję z zachwytu nad własną. Wreszcie!!! Przed Wami metamorfoza kuchni rodem z Pinteresta :) Ciężko będzie pokazać mi to samo wnętrze przed i po, ponieważ nasza kuchnia powstała w zupełnie innym pomieszczaniu niż była przed remontem. W miejscu dawnej kuchni jest teraz bardzo funkcjonalna garderoba i do jej metamorfozy również dojdziemy.

Metamorfoza kuchni – zacznijmy od początku

Nasze mieszkanie mieści się w bloku z płyty. Mamy łącznie 63 m kwadratowe powierzchni, z czego 19 metrów ma nasz salon. Kiedyś w tym pokoju mieścił się po prostu salon (nazywany przeze mnie stołowym), w którym standardowo była ogromna sofa, dwa biurka, stół i ława. Wszystko w kolorze venge. Kuchnia stanowiła osobne pomieszczenie, do którego wchodziło się z korytarza. Miała 9 metrów kwadratowych.

Marzył nam się remont. Zmiana tego mieszkania na coś, co w pełni oddaje nasze potrzeby i jest tłem dla naszej barwnej czwórki, z której każdy (absolutnie każdy bez wyjątku) ma inne wyobrażenia o minimalizmie, pięknie i przestrzeni. To bywało czasem zabawne, kiedy wybieraliśmy meble i dodatki :) Ponieważ nie możemy rozburzać ścian (prawie wszystkie są nośne, więc zakaz odgórny) co jakiś czas zastanawialiśmy się, jak zmieścić na tej niewielkiej przestrzeni nasze wszystkie potrzeby.

I dokładnie pamiętam dzień, kiedy Kamil powiedział “Przenieśmy kuchnię do salonu”. Od razu się ożywiłam i głośno zaczęłam planować, jak to w miejscu starej kuchni powstanie garderoba moich marzeń z pralnią i suszarką do prania. Ta wizja tak mocno do mnie przemówiła, że właściwie decyzja o remoncie zapadła natychmiastowo, chociaż mentalnie szykowaliśmy się na nią 10 lat, odkąd kupiliśmy to mieszkanie.

Salon przed remontem – obecne miejsce kuchni :)

 

Kuchnia przed remontem – obecnie jest tam garderoba :)

Metamorfoza kuchni – plany i dylematy

Mogliście na bieżąco śledzić jakie podejmowaliśmy decyzje. Inspirowały mnie kuchnie z Pinteresta albo Instagrama, ale wszędzie obecna była biel, a ja chciałam dodać coś od siebie. Bardzo pomogła mi w tym Marysia, nasza projektantka, która rzuciła pewnego dnia, że komin z lodówką będzie beżowy, a dodatki szare. Po kilku dniach podjęliśmy decyzję, że komin będzie szary, a dodatki… wciąż się tworzą :)

Wybieraliśmy też projekt kuchni, aby była najbardziej optymalna dla naszej rodziny, pamiętając, że ten salon to tylko 19 metrów kwadratowych. Jak więc wygląda efekt końcowy? AAAA, czuję motyle w brzuchu pokazując Wam te zdjęcia :) Zobaczcie naszą wizualizację i dajcie znać, czy udało nam się osiągnąć efekt WOW :)

Meble kuchenne na wymiar

Za każdym razem jak na instagramie pokazałam kawałek, choćby najmniejszy, naszej kuchni pojawiały się pytania gdzie zamawialiśmy kuchnię i co to za specjalista ją składał, że jest tak dokładnie zrobiona. Otóż, rozdałam Wam już prywatnie namiary, więc jeśli ktoś jeszcze potrzebuje, piszcie. Kuchnię robił nam na wymiar nasz przyjaciel. Jestem w niej absolutnie zakochana. W każdym jej kawałku.

W dolnej zabudowie szafek wszędzie mamy szuflady. Szafka narożna kryje w sobie system Magic Corner i chociaż nie jest to najtańsze rozwiązanie, nawet przez sekundę nie żałowałam tej decyzji. Mam dzięki temu bardzo łatwy dostęp do wszystkiego, co ta szafka w sobie skrywa. Nie nurkuję w niej i nie denerwuję się za każdym razem, kiedy chcę wyciągnąć duży garnek :)

A szuflady wiadomo, spełniają podobną funkcję. Zdecydowanie  łatwiej stąd cokolwiek wyciągnąć. Wiedziałam, że w mojej kuchni nie będzie na dole żadnych szafek i półek. Dodatkowo szuflada pod zlewem, w której mieszczą się kosze na śmieci i chemia kuchenna jest otwierana na dotyk. To naprawdę wygodne, zwłaszcza kiedy potrzebujesz coś wyrzucić, a masz zajęte/mokre/brudne ręce.

Zdecydowaliśmy też, że górna zabudowa pozostanie w linii prostej, a nie w kształcie litery L jak dolna. Szafki nie są też pod sam sufit, chociaż wiele z Was pisało, że jest to rozwiązanie idealne. Jest tylko jeden, ok dwa powody, dla których nasze szafki kończą się niżej. Po pierwsze, i najważniejsze, chcieliśmy uniknąć efektu bryły, ponieważ nadal pamiętamy, że ta kuchnia stoi w salonie. I nadal ma nam być tutaj przytulnie i efekt ten naszym zdaniem został osiągnięty. A po drugie, nikt z nas nie jest aż tak wysoki, żeby bez problemu sięgać wyżej. Tak, wiem, można wziąć drabinkę, ale my jesteśmy… powiedzmy praktyczni :)

Innowacje i ułatwienia – wyspa na kółkach :)

Patrząc od lewej strony, zauważycie, że blat jest podzielony. Jest tak dlatego, że ostatnia komoda jest tak naprawdę wyspą na kółkach. Pod wysuniętym cokołem kryją się bowiem kauczukowe kółka. Dzięki temu komoda może w dowolnej chwili stanąć w każdym innym miejscu w salonie, co jest uwarunkowane moją pracą nad filmami na kanał YT (ugotowani.tv – możecie subskrybować tutaj, jeśli jeszcze nie znacie). W każdym innym wypadku pewnie nawet nie pomyślałabym o czymś takim, ale w obecnej sytuacji to rozwiązanie jest dla mnie idealne. Rozstawiam światło, przesuwam “wyspę” i mam w kuchni prywatne studio nagrań :)

Czarne dodatki i oświetlenie

Nasza kuchnia obfituje w czarne dodatki i oświetlenie. Ich zadaniem jest nadanie nowoczesnego stylu, który będzie łączył naszą białą kuchnię z najbardziej wyróżniającym się elementem salonu – różową sofą. Dojdziemy jeszcze do tego kawałka salonu, choć nie dzisiaj. Wiem, że czekacie. Chcąc jednak nadać wnętrzu ciepła, uzupełniam wciąż o nowe dodatki w kolorze złota i pudrowego różu.

Czy kuchnia jest praktyczna?

Jednym słowem – BARDZO!!! Spójrzcie na ułożenie sprzętów kuchennych. Zaraz obok komina z lodówką jest blat roboczy, na który mogę odłożyć zakupy zaraz po wejściu do kuchni, oraz wyjąć składniki z lodówki. To jest bardzo wygodne. Pisałam już o naszej szarej zabudowie lodówki, więc zainteresowanych tam odsyłam. Nigdy nie braliśmy pod uwagę, żeby piekarnik był zabudowany w linii dolnych szafek. Po pierwsze dlatego, że takie rozwiązanie jest dużo wygodniejsze niż schylanie się do piekarnika, a po drugie pięknie to wygląda. Nasz piekarnik opisywałam już rok temu we wpisie z gotowym jadłospisem dla całej rodziny.

Pod tym blatem znajduje się zmywarka pod zabudowę i jest ona po prawej stronie zlewu, ponieważ oboje jesteśmy praworęczni. Opisywałam nasz model dokładniej we wpisie o pomocnych sprzętach. Pomiędzy zlewem, a płytą indukcyjną mam blat roboczy do przygotowywania posiłków, które zaraz po umyciu, trafiają na patelnię, czy do garnka. Zachowujemy w ten sposób ciąg roboczy i naprawdę ułatwia mi to pracę, oraz ogranicza bałagan. Wiecie już, że nie wyobrażałam sobie też innego rozwiązania, niż właśnie płyta indukcyjna. Nie dość, że takie rozwiązanie cudownie wygląda na blacie, idealnie się wpasowuje wizualnie w kuchnię, jest po prostu praktyczne. Bo nawet kiedy zaskoczą Cię goście, szybko przecierasz ściereczką i masz wysprzątane  :) Zainteresowanych tematem odsyłam do wpisu o ty, jak wybrać płytę indukcyjną i na co zwracać uwagę.

Zapachy

Jednym z argumentów przeciwko takiemu połączeniu kuchni z salonem, jaki najczęściej słyszałam, miało być to, że wszędzie będzie śmierdzieć od zapachów z patelni (głównie smażonych, czy pieczonych mięs i ryb). Czy śmierdzi? Tak, tak samo jak wtedy, kiedy kuchnia była… w kuchni :) hahaha ja wiem, że to jak rozmowa ślepego z głuchym, ale musicie uwierzyć mi na słowo, że jak widzisz jakiś “problem” na horyzoncie, to szukasz dobrego rozwiązania. I ja takie znalazłam :) Dobry okap rozwiązuje sprawę i nie ma w tym krzty przesady, kiedy mówię, że jeszcze nikt z siedzących na sofie gości nie zwrócił uwagi na zapachy z kuchni.

Okap zintegrowany Electrolux EFG90563OX

Okap kuchenny jak okap, ktoś mógłby powiedzieć, ale pozwolę sobie wnieść kilka uwag. TEN okap działa tak dobrze, że właśnie dzięki niemu w tej kuchni w salonie naprawdę nie śmierdzi, bez względu na to jakie ryby czy bigosy właśnie gotuję. A ja naprawdę duuuużo gotuję! Jednak jego bezapelacyjną zaletą jest integracja z płytą indukcyjną, dzięki czemu nie ma potrzeby ręcznego sterowania okapem.

Dzięki tej funkcji Hob2Hood mamy automatyczne sterowanie mocą okapu i jego oświetleniem, nie musimy więc pamiętać o jego włączeniu i możemy w pełni skupić się na smażeniu tej przykładowej ryby :) I tak, zdarzyło mi się nie raz zapomnieć o włączeniu okapu, a później poza zapachami, miałam jeszcze skraplające się strugi wody na szafkach i płytkach. Tutaj tego nie ma, nawet jeśli ja zapomnę, zintegrowany okap włączy się sam! Bajka, prawda? Zresztą, kliknijcie na zdjęcie, żeby zobaczyć na filmiku jak to działa.

Sam okap kuchenny jest prosty w obsłudze, a jego mycie i czyszczenie łatwe (swoją drogą wystarczy przetrzeć go szmatką nasączoną olejem i jest idealny – wiedzieliście?). Jeśli jednak szukacie idealnych rozwiązań do czyszczenia wszystkich kuchennych urządzeń, odsyłam Was do tego zestawu.

Dla wielbicieli gadżetów, czyli mojego męża na przykład, fajnym dodatkiem jest pilot. Można sterować mocą urządzenia siedząc na sofie :)

Podłoga

Nie brałam pod uwagę połączenia płytek i paneli, po prostu takie rozwiązanie mi się nie podoba i moim zdaniem zmniejsza optycznie przestrzeń. Dlatego szukaliśmy takiej podłogi, która w kuchni będzie bezpieczna i po długim zbieraniu informacji postawiliśmy na panele winylowe. Położyliśmy taki sam kolor paneli w całym mieszkaniu, dzięki temu wygląda to elegancko i powiększa przestrzeń. Taka winylowa podłoga jest odporna na wilgoć, zarysowania, czy upadki czegokolwiek (sprawdziliśmy :)), dlatego mamy nadzieję, że posłuży nam długo.

Przed nami

Nie mamy jeszcze docelowych krzeseł, co jakiś czas testujemy inne i nie znaleźliśmy rozwiązania idealnego. Te piękne krzesła są nie wygodne, a my naprawdę dużo siedzimy przy stole. Więc odpadają po dwóch dniach i je zwracamy. A te praktyczne i wygodne, są nie ładne i też nie zostają z nami na dłużej. Jak już znajdziemy model, który sprosta naszym oczekiwaniom, damy znać. Czekamy też na półkę nad kafelkami, na której będę chciała postawić kilka elementów dekoracyjnych.

Czego żałujemy?

Nie znam jeszcze odpowiedzi na to pytanie. Na razie absolutnie niczego. Ani matowych płytek pomiędzy szafkami, chociaż początkowo miało być szkło hartowane. Ani szafek w półmacie, ani nawet tego, że płyta indukcyjna nie jest biała :) Na razie po prostu nie mam się do czego przyczepić, ponieważ naprawdę dobrze zaplanowałam tutaj każdy metr kwadratowy. Być może refleksje przyjdą z czasem, a może będzie to już po prostu chęć zmiany :)

Powiem Wam, czego nie żałujemy. Nie żałujemy tego, że po tej zmianie spędzamy więcej czasu razem. Ten okrągły stół na środku kuchni tworzy tak prorodzinną atmosferę, że naprawdę chcemy tutaj wszyscy przebywać. W końcu, w jednym miejscu całą rodziną. Marzyłam o tym… od kilku lat. Jak w tych amerykańskich filmach. Teraz mam taki własny film… na wyciągnięcie ręki. Nie dajcie sobie zatem wmówić, że kuchnia w salonie to beznadziejne rozwiązanie. Bo rozwiązań jest tyle, ile ludzi. Jeśli uważasz, że dla Ciebie jest idealne, wchodź w to i ciesz się z każdego dnia, kiedy już ta zmiana nadejdzie.

 

Poprzednie wpisy kuchenne

Kuchnia indukcyjna

Szara zabudowa lodówki

Dobra zmywarka – jak wybrać

Udostępnij: