Parenting

Warsztaty w stolicy z Kasią Błażejewską Stuhr

Kiedy nie miałam dzieci, byłam najmądrzejszym rodzicem. Wszystko wydawało się takie proste. Ile ja się w duchu nagadałam na matki, które w moim odczuciu powinny to, czy tamto. Później wiele razy się z tego śmiałyśmy, choć czasami było mi bardziej głupio niż wesoło :) Miałam sprecyzowane stanowisko na temat spędzania czasu z dziećmi czy tego, czy dziecko powinno się wozić na zajęcia dodatkowe, albo spełniać jego zachcianki w temacie hobby. Powiem szczerze, że na całe szczęście dla moich dzieci, macierzyństwo weryfikuje takie poglądy. Właściwie to weryfikuje je nieustannie. Nie da się bowiem ukryć, że wiele naszych możliwości zależy po prostu od tego, czy nas na coś stać, czy nie. Dopiero wtedy, kiedy mamy możliwości finansowe, poddajemy pod uwagę inne aspekty. Jednak jak zawsze, i tutaj są pewne odstępstwa. Są takie zajęcia, za które nie musimy płacić i tutaj w grę wchodzą już inne kwestie. Jakie?

Czy dziecko powinno się wozić na zajęcia dodatkowe?

Mój pogląd jest gdzieś po środku tego, co myślałam o tym kiedyś. Uważałam, że kategorycznie nie, ponieważ dziecko i tak ma dużo bodźców w przedszkolu itp i potrzebuje później wyciszenia. Nie przemawiały do mnie argumenty, że dziecko się wtedy uczy i rozwija. Byłam po prostu na nie. I jedna kwestia się nie zmieniła. Wciąż jestem na nie, jeśli wożenie dzieci z jednych zajęć na drugie jest tylko kaprysem rodziców. Ich dążeniem do tego, aby mieć dziecko lepsze od dzieci kolegów z pracy. Ale jestem na tak, kiedy samo dziecko chce takiej aktywności.

Na szczęście zrozumiałam, że moim zadaniem i obowiązkiem jest pokazanie dziecku różnych dróg, z których samo będzie mogło sobie wybrać to, co najbardziej je zainspiruje. Nie mam nic przeciwko zajęciom, na które dziecko faktycznie ma ochotę. Nie jest to jednak zawsze łatwe. Na przykład u nas dziewczynki chciały chodzić na balet. Poszły. Lenka zrezygnowała po miesiącu, nie kręciło ją to. Zuzia zrezygnowała 3 miesiące później, ale wciąż ma szansę wrócić, bo mamy okres wypowiedzenia, na który daliśmy jej czas na przemyślenie sprawy. Chcieliśmy sprawdzić, czy to nie jest chwilowy kaprys. Dzisiaj oznajmiła, że chce wrócić na balet.

Lena na razie pokochała gotowanie i uważa to za najfajniejszą formę spędzania czasu. Gotuje ze mną codziennie i dzisiaj mieliśmy taką fajną sytuację w sklepie. Lenka pobiegła dwie alejki dalej i wraca z puszką czerwonej fasoli. Ja stałam już przy kasie. Pytam Lenki po co ją przyniosła, przecież mamusia nie miała jej na liście. A ona cała szczęśliwa odpowiada, że będziemy robić ciasto z fasoli. Pani kasjerka pociągnęła temat i Leniuszka podała jej cały przepis a na koniec mówi “Bo mama piecze ze mną tylko zdrowe ciasta”. Wybiegła ze sklepu cała w podskokach.

Od kiedy Lenka zrezygnowała z baletu, nie ma innych zajęć dodatkowych oprócz basenu i nauki języka angielskiego. Choć tego ostatniego nawet nie zaliczam do zajęć dodatkowych, ponieważ odbywają się jeszcze w przedszkolu. Do zajęć dodatkowych nie wliczam też normalnej aktywności na dworze. Dlatego, wiedząc co ją interesuje, staram się wyszukiwać takie zajęcia, by mogła się rozwijać i aby to ją po prostu cieszyło. Jak się dobrze poszuka w internecie można znaleźć wiele ciekawych rozwiązań. Zwłaszcza teraz, bo wiosna jakoś tak od razu sprawia, że nawet nam rodzicom więcej się chce. Ta sama zasada dotyczy zainteresowań Zu.

Trzeba wstać z łóżka i ruszyć…

Tydzień temu dostałam zaproszenie na warsztaty kulinarne. Oczywiście z myślą o Lenusi zgodziłam się od razu, pomimo tego, że odbywały się w Warszawie. Nie chciało mi się ogromnie. I gdyby nie Lenka, pewnie nie ruszyłabym się z miejsca. Warsztaty zorganizował portal All about Life i tutaj możecie zobaczyć pełną relację z tego spotkania. Warsztaty poprowadziła Kasia Błażejewska – Stuhr. Cała idea spotkania była bardzo bliska mojemu stylowi życia i gotowania, dlatego przepisy nie były dla mnie zaskoczeniem. Było zdrowo i naprawdę mega wesoło.

Sama Kasia okazała się być bardzo ciepłą i zaangażowaną osobą. Ma niesamowicie ogromną wiedzę na temat żywienia i bardzo się cieszę z możliwości poznania Kasi. Być może to nie było nasze ostatnie spotkanie :) Ale na razie nie zdradzę wam więcej szczegółów, bo sama je sobie muszę poukładać w głowie.

Wracając jednak do Leniuszka. Wiecie, że okazała się gwiazdą imprezy? Sama zrobiła naleśniki i była z tego bardzo dumna. Nie wystarczyło jej to jednak i dała się ponieść fantazji. Mieszała, dosypywała, wbijała kolejne jajka. Tworzyła swój autorski przepis na babeczki. Później sama pilnowała, żeby wyrosły i z dumą częstowała gości. Nie martwcie się, piekarnik był zimny, dlatego tak śmiało pozwoliłam jej przy nim operować. Byłam z niej dumna widząc, że czuje się jak ryba w wodzie. Być może właśnie dlatego, że pozwalam jej w domu eksperymentować i brudzić. Nie boję się jajek na podłodze jeśli są one ceną jej pasji. Na koniec spotkania zostałyśmy podsumowane “Jaka matka, taka córka” i chcę myśleć, że to był wyjątkowy komplement :)

Wiecie, czego się tego dnia nauczyłam od swojej 4 letniej córki?

Na pewno dzięki niej nauczyłam się, że właśnie wtedy, kiedy najbardziej nam się nie chce, właśnie wtedy musimy coś zrobić. Podnieść tyłek, wyjść z domu i zrobić coś dla siebie. Zawsze później się okazuje, że było warto razy milion. Nie przekonałybyśmy się o tym zostając w domu pod kocem.

I tak samo jest z zajęciami dodatkowymi. Nie przekonamy się, czy nasze dziecko je lubi, dopóki nie pokażemy mu, że w ogóle ma taką możliwość. To nasze zadanie. Otworzyć przed nim wiele drzwi i możliwości i pozwolić mu dokonać wyboru. Oczywiście w granicach rozsądku i z zachowaniem bezpieczeństwa. Rozsądkiem jest dla mnie właśnie to nie popadanie w skrajności, o czym pisałam na początku. Bo na przykład nie wyobrażam sobie, że stanę się niewolnikiem swoich własnych dzieci wożąc je razy dwa na wszystkie dodatkowe zajęcia, jakie im się zamarzą. Ale to już temat na inny post.

Warsztaty są dla mnie jedną z opcji na rodzinne spędzanie czasu i sposobem na weekendy. Ale więcej o tym przeczytacie w jutrzejszym poście. Będzie mega i zobaczycie w nim jedno zdjęcie, które powinno pójść na plakaty w całej Polsce, serio :) Ale póki co, dajcie znać co Wy sądzicie na temat zajęć dodatkowych i rozwijania pasji swoich dzieci. Ile mam, tyle poglądów, dlatego chętnie poznam Wasze.

Buziaki

Andzia

Udostępnij: