Lifestory

Gdybym miała kolejną szansę…

Jest północ. Powinnam położyć się spać, a ja stoję przy łóżku mojego dziecka i myślę, jak mocno można czuć to, co w danej chwili czuję. Potem zbieram porozwalane w ciągu dnia zabawki i siadam obok śpiącego męża. Słucham jak oddycha. Myślę, co bym w życiu zrobiła, gdybym miała kolejną szansę, żeby przeżyć je na nowo. Każdego wieczora, kiedy przykrywam kołdrą moje dzieci, kiedy kładę się obok niego spać. Każdego wieczora czuję, że coś mogłam zrobić inaczej. Lepiej. Ale też gorzej. Raz jestem dla siebie dobra, innym razem pełna wyrzutów sumienia. Ale jedno wiem na pewno. Gdybym miała kolejną szansę…

Chciałabym zostać córką tych samych rodziców…

Gdyby na świecie były organizowane konkursy na najlepszych rodziców na świecie, moi wygrali by główną nagrodę. Tak samo jak Twoi, tak mniemam. Nie dostaną Oscara, a szkoda, bo nikt nie stworzył bardziej wiarygodnej życiowej roli, jak oni. Taki film z gwiazdorską obsadą, sami świetni i utalentowani aktorzy. Sceny, do których scenariusza nie pisze życie, bo one są życiem. Sceny radości, wzruszenia, szczęścia i bólu. Najbardziej autentyczne, jakie tylko mógłby zobaczyć widz. Sceny, które ukształtowały mnie jako człowieka, nadały mi charakter i postawiły dokładnie na tej drodze, na której powinnam stać. Czasami sobie myślę, że mogłabym zmienić w tym scenariuszu parę rzeczy. Na przykład nie mieć nieszczęśliwej miłości, mieć same 5 w szkole, nie pyskować czasami i nie wściekać się na zakazy. Ale później rozumiem, że gdybym zmieniła choć jedną rzecz, moje życie wyglądało by inaczej. Ale nikt nie mówi, że lepiej. Bo każda z tych rzeczy, które mnie w życiu spotkały sprawiły, że siedzę teraz w tym właśnie miejscu, obok tych właśnie ludzi i z takim przemyśleniem w sercu. Więc gdybym miała kolejną szansę…

Chciałabym mieć te same siostry…

Wiecie, co jest najlepsze w rodzeństwie? Że je masz. Tu nie potrzeba żadnej filozofii. I tylko od Ciebie zależy jakie będziecie mieć relacje. Bo życie jest różne i czasem się powie coś przykrego i głupiego zanim się człowiek za późno ugryzie w język. A gryźć się powinien częściej niż myśli. Ale ta więź między rodzeństwem to taka nić, której nikt nie umie wytłumaczyć. I nigdy nie chciałabym mieć innych sióstr, bo każda kłótnia, awantura, krzywe spojrzenie, czy wcześniej podbieranie żelek, klocków, zakochiwanie się w tych samych chłopakach, to właśnie to wszystko możesz robić tylko wtedy, kiedy masz rodzeństwo. Ja mam najlepsze, moje, takie, na które zawsze mogę liczyć. Same baby, co teraz, w dorosłości jest dla nas oazą. Rozumiemy się bez słów, czasem wystarczy dzień ciszy, żeby wiedzieć, że trzeba wsiadać w auto i pojechać, albo koniecznie zadzwonić. Więc gdybym miała kolejną szansę…

Wyszłabym jeszcze raz za tego samego człowieka…

Mam ochotę co noc zrzucać go z łóżka, kiedy chrapie a później przytulać, że się obił… Czasem wkurza mnie niemiłosiernie i dlatego wiem, że nie chcę nikogo innego, bo wkurzałby mnie inaczej. A inaczej już mnie nie bawi. Czasem nie wiem, jak on to robi, że wciąż ze mną wytrzymuje i wtedy sobie przypominam, że oboje staramy się jak możemy. Wszystko po to, by nadal cieszyć się z tego, że obok siebie się budzimy. Po to, żeby móc trzymać się za ręce, nawet jak już będą zmarszczone od upływu czasu. Każdego miesiąca robimy sobie listę 3 rzeczy, które chcemy zrobić wspólnie. I odhaczamy je z ogromną frajdą, że wciąż robimy je razem. Tutaj codziennie myślę o tym, jak wiele mogłabym zrobić inaczej, żeby być lepszą towarzyszką życia. Ostatnio nawet intensywniej niż kiedyś. Może to ta dojrzałość, może starość, jak to prześmiewczo sobie żartujemy. Ale mam więcej uważności w sercu, cichych przemyśleń, bo wiem, że wiele mogę poprawić. Mam takie jedno marzenie w sercu, żeby mój mąż do końca świata po prostu chciał wracać do domu, zawsze wtedy, kiedy z niego wychodzi. Jeśli będzie wracał z uśmiechem na ustach, będę wiedziała, że warto się starać. Że warto gryźć się w język, kiedy na usta ciśnie się zbyt wiele niepotrzebnych słów. Że warto o siebie dbać nie tylko dlatego, żeby cieszyć się na swój widok przeglądając się w lustrze. Że po prostu warto, choćby nie wiem co i nie wiem jak, ale razem. Do końca i najlepiej na wieczność. Więc gdybym miała kolejną szansę…

Urodziłabym swoje córki nic nie zmieniając…

Bycie mamą, rodzicem, to dziedzina życia, w której najwięcej chciałabym zmieniać. Czuję, że teraz autentycznie mam na nią największy wpływ. Ale czasem nie trzeba zmieniać, wystarczy zwolnić, zatrzymać się, zauważyć. Nie trzeba od razu robić rewolucji, żeby być lepszym rodzicem. Każdego dnia budzę się bardziej świadoma tego, czego potrzebują moje dzieci. I każdego dnia jestem tak samo zdziwiona, że wciąż tego samego. Czasu. Mojego czasu. Kiedyś wydawało mi się, że odejście z korpo sprawi, że automatycznie będę go miała więcej. Ale świat jest taki sprytny, że podsuwa wciąż to nowe przeszkody a czasu nie daje w promocji. I to właśnie ten czas jest dzisiaj walutą, którą płacimy za wszystko. Rozmyślam czasami, nie ile pieniędzy coś mnie będzie kosztować, ale ile czasu będę musiała na coś poświęcić kosztem dzieci. I podejmowanie decyzji idzie mi codziennie różnie. Nie ma się co przechwalać, że coraz lepiej. Bo czasem robię 3 kroki w tył i dopiero wtedy się orientuje, że w byciu mamą to wcale nie o te nowe zabawki chodzi. Każdej nocy, kiedy nakrywam je kołdrą (bo jak mniemam nie są wyjątkami z rozkopywaniu się) podświadomie przeprowadzam sobie test bycia mamą. I wiem, że mogłam nie krzyknąć, kiedy nie chciały się ubrać, mogłam przytulić, kiedy coś zabolało, mogłam. Ale czasem robię coś nie tak. I najlepsze w tym wszystkim jest to, że tutaj wciąż mam kolejną szansę…

Codziennie mam kolejną szansę, aby pracować nad sobą i być lepszą mamą, żoną, siostrą, córką, przyjaciółką. Ten świat, który tak pędzi, chce mi wmówić, że liczy się tylko to, żebym ja była szczęśliwa. Ale to nie prawda. Bo zapomina dodać, że to szczęście mam osiągnąć kosztem wszystkiego. A moje szczęście jest wtedy, kiedy kładąc się spać czuję, że mogę jeszcze coś zmienić i poprawić. Wszystko po to, żeby ci, których kocham najbardziej, czuli się ze mną szczęśliwi…

Nie ma co gwiazdorzyć, że wszystko robimy najlepiej. Ale zrobimy najlepiej, jeśli codziennie wykorzystamy kolejną szansę…

Udostępnij:
  • Ewelina

    <3

  • Piękne słowa :) tak bardzo trafione i prawdziwe

  • Ja też praktycznie nic bym nie zmieniła. Nawet nie cofnęłabym tych trudnych chwil – w szerszej perspektywie patrząc, każda nawet z pozoru fatalna sytuacja pociągnęła za sobą coś dobrego. Jedyna rzecz, którą chciałabym zmienić, to po pierwsze, żeby moja mama wciąż żyła, żebym z kilkoma osobami, z którymi nie zdążyłam, zdążyła się pożegnać i abym w kilku kluczowych decyzjach wiedziała wtedy to, co wiem teraz i działała odważniej.
    Niby tylko tyle, a pewnie sam fakt, że moja mama by BYŁA, sprawiłby, że nasze życie wyglądałoby zupełnie inaczej…

Subskrybuj mojego bloga!

Dostaniesz najnowsze informacje wprost na swojego maila!

FreshMail.pl